Felieton: PASAŻEREM BYĆ! cz.1: W imieniu kierowców

Na pierwszy odcinek felietonów komunikacyjnych z cyklu „Pasażerem być!” zaprasza jego autorka, Ewelina Wójcik. W pierwszym odcinku autorka staje w obronie kierowców autobusów analizując ich codzienną pracę od strony realiów przez nich postrzeganych.
Zapraszamy do lektury…

Autobusami miejskimi jeżdżę od kiedy pamiętam. Z dzieciństwa wspominam letnie wieczory, gdy wracałam z mamą (prawdopodobnie) od babci. Autobus był prawie pusty, z kabiny kierowcy dochodziła muzyka z radia, a ja wyglądałam przez okna na ulice układające się do snu. Moją dziecięca obsesją było siadanie zaraz z przodu Ikarusa tak, aby widzieć co się dzieje w kabinie kierowcy i jednocześnie mieć pod stopami ten mój ukochany metalowy podnóżek. Uwielbiałam to. Teraz, jako doświadczona pasażerka MPK z 20 letnim stażem mam prawo czuć się częścią społeczności pasażerskiej.

Obecnie coraz rzadziej korzystam z komunikacji miejskiej. Już minęły licealne czasy, gdy kilka razy dziennie jeździło się autobusem i tramwajem… Tak, powroty tramwajem i autobusem do domu po męczącym dniu w szkole wcale nie należały do najgorszych części dnia. Wręcz przeciwnie. Warczący silnik i niesamowicie hałasujący mechanizm autobusu zawsze mnie uspokajały i kołysały do snu. Bez względu na to, czy udało mi się wywalczyć miejsce siedzące czy musiałam stać ściśnięta między ludźmi.

Oczywiście nie jest tak, że nie mam nic do zarzucenia transportowi zbiorowemu. Faktem jest, że często wychodzę z autobusu mocno poobijana bądź z głową pękającą od zapachu spalin, zmarznięta lub zmoczona od wody lejącej się w części przegubowej… Ponadto uważam, że komunikacja miejska nie jest przystosowana dla osób starszych, którzy będą obiektem moich rozważań innym razem. Wracając do sedna, podróż autobusem była (i jest nadal) czasem obserwacji ludzi i ich zachowań, interakcji w jakie wchodzą między sobą. Tak, za to cenię komunikację miejską. Jest to dogodny obszar, na którym można swobodnie snuć domysły i opinie na temat innych pasażerów, zadawać sobie pytania: Kim są? Dokąd bądź skąd jadą? Stąd wziął się mój pomysł na opisywanie tego skrawka rzeczywistości tworzonego przez społeczność pasażerów, których łączy wspólna przejażdżka środkiem komunikacji miejskiej.

Pragnę tutaj zaznaczyć, że są to moje własne luźne refleksje, nikogo nie oceniam, nie oskarżam, nie osądzam i nie krytykuję, wypowiadam się wyłącznie w swoim imieniu, nie mówię głosem tłumu. I nie jestem z nikim w koalicji. A zatem ja, pojedyncza, obserwująca pasażerka, zaczynam: Pasażerem być! Oto jest wyzwanie…

Tym razem chciałabym krótko skupić się na osobie kierowcy. Nie zalicza się on bowiem w grono pasażerów, a stanowi jakby część mechanizmu autobusu, który pomaga mu wprawić się w ruch. Jedni widzą w osobie kierowcy Boga, który powinien omijać wszystkie korki, a najlepiej to nad nimi przelatywać, być miłym i uprzejmym dla wszystkich ludzi niezależnie od swojego samopoczucia i spraw osobistych, być odpornym na wszelkie warunki atmosferyczne – lokalizować kałuże i je omijać na zatłoczonej jezdni, jechać tak, by jak najszybciej dotrzeć do celu mimo zaśnieżonej i śliskiej ulicy, podczas mrozu mieć magiczną różdżkę, która sprawi, że autobus nie będzie się psuł, a latem sprawić, by w autobusie było chłodno. Nie, kierowca nie jest takim cudotwórcą i ja to rozumiem.

Idąc dalej, inna część pasażerów uważa, że każdy kierowca to – mówiąc kolokwialnie – „cham” (słyszałam gorsze określenia, ale nie na wyzwiskach się skupiajmy) i robi im za złość na każdym zakręcie i na każdym przystanku. Bądźmy obiektywni i spójrzmy na to z dystansu. Kierowca nie ma zaszczepionej nienawiści do każdego pasażera wsiadającego do jego autobusu. Jezdnia jest dynamicznym miejscem, z sekundy na sekundę sytuacja może się zmienić i nie jest to zależne od kierowcy autobusu. Jeżeli ostro hamuje to tylko po to, aby nie uderzyć w inny pojazd (który mógł rozpocząć gwałtowne hamowanie pierwszy), jeżeli na zakręcie przyjmuje kąt 90 stopni to dlatego, że ktoś zaprojektował tak ulicę, a on akurat tam ma wyznaczoną trasę. Czyż nie? Owszem, człowiek ma w sobie potrzebę zrzucania na kogoś winy i praktycznie zawsze, kiedy jadę autobusem, o dziury w jezdni oskarżany jest kierowca. Nie wygłupiajmy się, są takie dziury w polskich drogach, których po prostu nie da się ominąć. Tak jak i wiele innych sytuacji drogowych. Zapewne gdyby była taka możliwość, szanowny kierowca chętnie by ich unikał, chociażby dla własnego komfortu jazdy.

Kolejna rzecz: nie miejmy za złe kierowcy, że nie każdy z nas zawsze zdąży na autobus. Na postój na przystanku ma określony czas i nie może pozwalać sobie na refleksje: „Hm… postoję jeszcze chwilę, może jakaś Pani Gienia właśnie wychodzi z domu i biegnie tutaj, by zdążyć na pojazd mojej linii…” Musimy zrozumieć także, że w przyjazdy i odjazdy autobusów należy wliczyć sobie jakiś margines błędu rozkładu: autobus może przyjechać kilka minut wcześniej lub później. Ma do tego prawo, jakoby podlega prawom ruchu drogowego i nie od niego zależą korki, czerwone światła bądź natłok pieszych na pasach. Zatem my pasażerowie nie możemy mieć za złe kierowcy tego, że spóźniliśmy się na jego autobus bądź musimy na niego trochę poczekać.

Oczywiście wiem, że każdy kierowca – po prostu jak każdy człowiek – jest inny. Są ludzie i ludziska, nie każdy Pan Kierowca jest aniołem bez skazy. Natomiast patrząc obiektywnie – to po prostu jego praca, praca jak każda inna. Ma prawo źle się czuć, ma prawo boleć go głowa, ma prawo mieć gorszy dzień. Nie miejmy pretensji do kierowcy o to, że za ciepło bądź za zimno nam w autobusie, a za zakrętach nas zarzuca. Weźmy pod uwagę, że zdaje on sobie zapewne sprawę z naszej niewygody, słyszy skargi starszych pań i na pewno jest to stresogenne. Lecz cóż on może zrobić? Przepraszać każdego z osobna? Jaki miałoby to sens? Ponadto, pasażerowie także są różni. Większa część cichutko przyjmuje do wiadomości utrudnienia w przejeździe, niestety są też tacy, którzy koniecznie muszą biec do kierowcy na skargę mimo, że podczas jazdy autobusem nie wolno rozmawiać z kierowcą (!). Kłócą się i awanturują wyzywając: „No jedźże pan!” Czy takie naskakiwanie do kabiny nie stanowi zagrożenia dla innych pasażerów i to nie z winy kierowcy? Otóż, stanowi. To nie jest miłą sytuacja dla nikogo, ani dla nas ani Pana Kierowcy. Dodatkowo, są sytuacje ekstremalne, gdy wpada do autobusu pijana grupa młodzieży lub też nie-młodzieży i kierowca musi interweniować (nie dotyczy to tylko takich zdarzeń, istnieje multum innych możliwości). Dla nikogo nie jest to miłą sytuacją, ani dla uczestników ani dla obserwatorów. A zatem apeluję do sumień i proszę o uznanie pracy Pana Kierowcy za stresującą i nieprzewidywalną, co oczywiście nie zwalnia go z bycia człowiekiem, ale nam nakazuje pokusić się o odrobinę empatii dla niego. A ja, mówiąc za siebie, zwalniam Was Panowie Kierowcy z przymusu bycia autobusowym cudotwórcą bądź „nieokrzesanym chamem”.

Podsumowując,
serdecznie pozdrawiam Panów Kierowców i moich towarzyszy jazdy – pasażerów.