Sabotaż w Kolejach Śląskich?

Koleje Śląskie

Na forach kolejowych i komunikacyjnych krąży anonimowy list konduktorki Kolei Śląskich wskazujący za przyczynę porażki przewoźnika sabotaż

Przedruk pojawił się także na Częstochowskim Forum Komunikacyjnym. Z jego treści wynika, że przewoźnik działał sprawnie do momentu rozbudowy kadrowej, czyli do czasu przed przejęciem wojewódzkiej sieci kolejowej od Przewozów Regionalnych. Pracownica wyraźnie wskazuje na chronologiczny podział firmy na „stare Koleje Śląskie” i „nowe”.

Z listu wnioskować można, że wiele zaniedbań, to efekt świadomych działań nowej załogi zatrudnionej do obsługi połączeń przejętych od Przewozów Regionalnych. Celowym ma być zaniżenie sprzedaży biletów i opóźnienia pociągów. Samym celem zaś – doprowadzenie do upadłości Kolei Śląskich.

Wstępnie potwierdzono autentyczność listu. Trwa wewnętrzna narada dotycząca interwencji Klubu w tej sprawie u p.o. Marszałka Województwa – Koleje Śląskie są częścią transportu publicznego funkcjonującego w mieście, a od jego sprawności zależne są interesy regularnych pasażerów – także z Czestochowy.

Przytaczamy treść listu (zachowano oryginalną pisownię):

Jestem pracownicą KŚ i proszę w swoim imieniu zwracając się do Stowarzyszenia Rozwoju Górnego Śląsku, forum InfoKolej, redaktora naczelnego Rynku Kolejowego, oraz innych osób i organizacji kolejowych o pomoc i publikację mojego listu oraz udostępnianie go wszędzie gdzie to możliwe. Być może to coś pomoże…

Przepraszam, ale chcę pozostać anonimowa…

Dramat pracy w Kolejach Śląskich

Witam. Jestem kasjerką mobilną w Kolejach Śląskich i chciałabym opowiedzieć o swoim dramacie jaki rozpoczął się w mojej pracy. Nie jest to związane z chaosem jaki panuje na torach, ale o tym co dzieje się na linii Katowice – Zwardoń.
Zaraz po zakończeniu kursu jeździłam bardzo długo na linii Częstochowa ? Gliwice. Pracowało się tutaj bardzo dobrze. Robiłam z kierownikiem częste kontrole, pisaliśmy wspólnie bilety, w wolnych chwilach piliśmy kawę i żartowaliśmy, ale czar prysł jak bańka mydlana.

Od grudnia zostałam częściowo przeniesiona na linię Katowice – Zwardoń i tutaj rozpoczął się dramat i kolejny upadek Kolei Śląskich. Do tej pory spotykałam się w pracy w kulturalnymi kierownikami pociągów, którzy bardzo chętnie udzielali Podróżnym pomocy oraz pomagali mi w mojej pracy. Jeżdżąc od niedawana do Zwardonia zaczęła się tragedia.
Kierownicy, którzy jeżdżą na tej linii nic sobie nie robią ze swojej pracy. Większość twierdzi, że ma w d…. Koleje Śląskie. Ich rola ogranicza się jedynie do dawania odjazdów. Na trasie do Zwardonia większość składów są to składy wagonowe. Kierownik pociągu zazwyczaj pisze bilety jedynie w swoim przedziale, a ja muszę biegać po wszystkich wagonach i pisać je wszędzie. U kierownika pociągu nie istnieje pojęcie podziału pracy. Ja owszem mogłabym robić dwa wagony, a kierownik jeden, ale niestety robię trzy, bo on jak mówi jest Panem Kierownikiem.

Kiedy wstaję za większą stację robić kontrolę kierownicy śmieją mi się w twarz dając mi do zrozumienia, że jestem głupia. Nie mam od nich żadnego wsparcia. Boję się jeździć szczególnie porannymi pociągami, bo wtedy muszę pisać jak zwykle sama bilety. Ostatnio na około 50 podróżnych, tylko 20 miało bilety miesięczne, a reszta jechała bez biletów i twierdziła, że tak jeździ codziennie. Pisałam je dzielnie z tyłu składu, ale ludzie wyzywali mnie od najgorszych twierdząc, że na Zwardoń to z kierowników jeżdżą ich znajomi i mam im biletów nie wystawiać. W pewnym momencie zaczęłam płakać. Kierownika nie było, a kiedy do niego przyszłam powiedział wprost, że to nie ma sensu i mam biletów nie pisać, albo przejść się z czapką i nazbierać kasy na cukierki.

Byłam także świadkiem kiedy dochodziłam do przedziału służbowego, a kierownik skasował parę złotych, ale biletu nie wystawił. Udałam, że nie widzę. Kiedy mam jechać do Zwardonia robię się chora. Nie mogę liczyć na niczyje wsparcie. Boję się zwrócić do kogokolwiek, aby zrobił porządek na tej trasie. Ludzie już mnie szykanowali, że zostanę wysadzona. Kierownik oczywiście śmiał się z tego i powtórzył, że od Żywca do Zwardonia jest prywatna kolej i tu nawet Koleje Śląskie nie pomogą.

Niestety nie umiem trafić w grafiku tak, aby mieć służbę w kierownikiem ze starych Kolei Śląskich… Kierownicy jeżdżący do Zwardonia opóźniają pociągi. U nich na pierwszym miejscu jest picie kawy i jedzenie. Karta próby hamulca wypisywana jest minutę przed odjazdem i kiedy dotrze do maszynisty jest już trzy minuty po odjeździe. Stojąc kiedyś w Bielsku zapytałam czemu jeszcze stoimy na co dostałam odpowiedź, że kierownik ma taki kaprys i nie chce mu się jeszcze jechać, a poza tym trzeba doprowadzić do upadku Kolei Śląskich i oni to zrobią., będą sobie robić tzw „ukryty strajk włoski”. Powtarzają, że oni tak mogą, bo i tak nikt ich nie zwolni.

Postanowiłam opisać tą sytuację i mam nadzieję, że pójdzie ona dalej w świat do fachowych mediów opisujących sytuację na kolei i sprawa się uspokoi, bo jeżeli nie to zrezygnuję z pracy, bo najzwyczajniej w świecie, boję się tej prywatnej kolei między Żywcem i Zwardoniem. Tego śmiechu kierowników, wyszydzenia, łapówkarstwa, olewania gapowiczów itd… Od jednego kierownika dostałam już ostrzeżenie, że jak będę chodzić po pociągu zbyt często, a już w szczególności za Żywcem to mnie udupi raportami lub zostanę uszkodzona…

Pomocy ! Zróbcie coś z tym !

Odnośniki źródłowe:
1. ForumKolejowe.pl – Dramatyczny apel…
2. Rynek Kolejowy – pole komentarzy

opr. Dominik Wójcik